RSS
wtorek, 20 maja 2014
Uziemieni

Na dworze piękna pogoda, a my uziemieni ..... bo Olko na antybiotyku. Angina mu się przypałętała, a więc z uroków podwórka raczej korzystać nie można. Cierpi na tym troszkę Lili, która zmuszona jest z nami siedzieć w domu .... bo rozdwoić się nie da .... a boje się Olka samego w domu zostawić, bo ma On troszkę głupich pomysłów:).

Mam nadzieję, że ładna pogoda utrzyma się do weekendu, a Olko wyzdrowieje .... bo wymyśliliśmy sobie z Olkiem odwiedziny w Parku Dinozaurów:). Lili na pewno też się ucieszy, bo lubi takie wycieczki .... .zwłaszcza jak można polatać. Oczywiście spakujemy też kosz ze smakołykami, bo zauważyłam, że dzieciakom naszym podczas jazdy apetyt dopisuje:).

Lilka od 3-4 dni budzie się nam w nocy i nie śpi po 1-4 godziny ... i nie wiem czy głodna, czy może za długo w dzień śpi .....  a może to, ze mama (z lenistwa) bierze ją do swojego łózka działa na nią pobudzająco ... bo wszak w ciągu dnia tak fajnie się po tym łóżku skacze:).

Nic to znikam do szkrabów, bo dom opanowują:).

Kocham Was Pierdzioszki Wy moje:)

11:00, jolantaszyndlarewicz
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 maja 2014
Mądraliński:)

Niedzielny poranek - podszykowałam obiad, ogarnęłam dom, naszykowałam śniadanie .... chwila odpoczynku.... Olkowi zginęła jakaś część od zabawki. Oczywiście samemu nie chce mu się jej szukać. Marudzi więc "mamo,mamo chodź pomóż mi szukać tej części.". "Syneczku poszukaj jej sam". "Mamo, no chodź" ....  wiem okropna ze mnie matka, ale naprawdę chciałam tą chwilkę mieć dla siebie (zwłaszcza, że obok siedział i tata). "Synku poszukaj sam proszę tej części". "Mamo Ty musisz popracować nad sobą. Strasznie leniwa jesteś." ... Przemek myślałam, że z łózka spadnie tak się śmiał ....

 

Kocham Was Szkraby moje:)

12:53, jolantaszyndlarewicz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2014
Bukiet i ślimak

Dostałam dziś piękny bukiecik kwiatów od synka - są tam dzwonki i niezapominajki i konwalie .... cudo:). Dziękuję Syneczku:).. no nie powiem wzruszyła się matka:).

Dostałam również wczoraj ocenę Olka w sensie gotowości pójścia do szkoły ... fakt, że nie idzie, ale ocena jest:). Moje dziecko ogólnie wypada dobrze, a miejscami bardzo dobrze .... no, ale .... nie umie wiązać butów ... a no nie umie, bo w sumie to nigdy nie miał wiązanych butów w rezultacie czego  rodzice jakoś pominęli naukę tej czynności:). Ponadto tym niekiedy mylą nam się strony lewa i prawa ... jak ma się nie mylić, skoro matce się nieraz mylą:) .... no i musimy więcej przymuszać Olka do malowania, lepienia plasteliną itd ... bo jest mało sprawny manualnie ... no cóż i tutaj właśnie mały problem - bo Olek maluje bardzo dużo, plasteliny też dużo zużywa ... ale niestety podobnie jak mama nie wykazuje większych zainteresowań i zdolności... nic to będziemy ćwiczyć:).

...  w przerwach między pilnowaniem Lilki by się nie zabiła spadając z kolejnego mebla, a tym by nie jadła wszystkiego co znajdzie:).

Nasze dziecko wytrwale ćwiczy wchodzenie - na krzesło, z krzesła na stół .... na fotel, później na oparcie, a później próba wejścia do fotelika do karmienia .... na meble, żeby ściągnąć paluszki .... na konika, a z konika na kaloryfer, a później na parapet ... a później to już płacze bo zejść nie umie:) ....

Sprawa druga to owe wyjadanie jedzenia kotom - otóż Lili chwilowo straciła zainteresowanie kocim jedzeniem na rzecz innych ciekawostek, czyli tego co sama znajdzie, przypełznie, mama da do zabawy. dziś np. jadła cytrynę ze skórą (na szczęście tą niepryskaną i niewoskowaną), wczoraj chciała zjeść kamyczek .... a później znalazła coś w krzakach i idzie mi pokazać. W międzyczasie 3 razy przybliża już rączkę ze znaleziskiem do ust .... odsuwa ją na moje "Lili nie jedz tego". Podeszła w końcu i pokazuje, a tam w dłoni ślimak ..... smacznego córa:).

 

PS. Pochwalić sie tylko chciałam, ze udało się Mamie w konkursie wygrać weekend w hotelu w Mielnie. Jedziemy więc, zwłaszcza, że nie wiem czy znajdą się finanse na wakacje to choć troszkę plaży liźniemy:).


 

Kocham Was moje Pełzacze:)

13:11, jolantaszyndlarewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 maja 2014
Pierwsza wygrana i mała Juleńka:)

W niedzielę - ostatni dzień długiego weekendu wybrałam się z Lili i Olkiem na piknik rodzinny w Namysłowie. Po drodze zgarnęliśmy babcię, później dołączyła Ciocia z koleżanką.... zebrała się niezła ekipa:). Na początku poszliśmy z Olkiem na wesołe miasteczko. Podczas przejazdu kolejką górską modliłam się, żeby już się skończyło .... lęk wysokości mam:). Później przejechaliśmy się z Olkiem i Lilką słonikami i było fajnie i wesoło:). na pikniku zaś Olko wziął udział w konkursie malowania kangurka ..... organizowała go szkoła angielskiego, do której chodzimy na zajęcia .... i wygrał. Tak mój Synek wygrał coś po raz pierwszy w życiu. Radość była wielka:). Po chwili mama poprawiła wygraną i tym sposobem przyjechaliśmy do domu bogatsi o fantastyczne pacynki na palec i bon o wartości 550 zl na semestr nauki angielskiego:).... radość wielka, wierzcie mi:).

... a wczoraj, wczoraj na świat przyszła Córeczka mojego Przyjaciela i Chrzestnego naszej Lili - Julcia. Słodka dziewczynka, cały tatko:) .... gratulacje dla Rodziców i dzielnej Mamusi:) ....

... a dzisiaj nasza Lileńka skończyła 15 miesięcy. Wiele potrafi już moje dziecię:). Lubi sama jeść (nawet jeśli się pooblewa, nieważne:)), nowe smaki to dla niej żadne problem. .... dziś jadłyśmy tartę ze szparagami:) ..... od wczoraj hitem jest słowo : koń .... oprócz tego: nie, sam, gdziejeś (z rozłożonymi raczkami .... a więc pełne pytanie łącznie z gestykulacją:)), choć (chodź), Olko ... i jeszcze kilka innych, które mi teraz z głowy wyleciały:). Oprócz tego wspinamy się gdzie tylko się da .... i to z prędkością wiatru .... lubimy podbierać jedzenie kotom z miski (trzeba bardzo pilnować:)) .... ot wczoraj chociażby stanęła Ci córka (świeżo po obiedzie) koło kotowych misek i potarza " mniam- mniam" .... a naprawdę jej nie głodzimy:).

 

Kocham Was moje Paskudki:)

20:12, jolantaszyndlarewicz
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 maja 2014
Poświątecznie i nie tylko

Ja to już tak mam, że albo mnie nachodzi i pisze codziennie, albo nie pisze długo i później wychodzi mi pokaźnych rozmiarów notka:) .... chyba powinnam być bardziej regularna, jednak jeśli mam do wyboru posiedzieć przy kompie lub przytulić się do Męża wybieram to drugie ... ale Mąż kochany zrobił mi teraz Wi-Fi na podwórku, więc będę mogla sobie z laptopem wyjść (taka wersja optymistyczna, która zapewne skończy się tym, że laptop będzie leżał:):):)).

Działo się u nas ostatnio dość sporo, choć niestety połowy zapewne nie opisze ... bo zapomnę:). Było wesoło, było i smutno... ale zdecydowanie rzadziej to drugie ... zresztą z naszymi dzieciakami dzień nie może być smutny - nawet jeśli po raz 5-ty usłyszę "mamo nie lubię Cię":).

Zacznę może od tego, że Olek ma już zielone światło w sprawie całkowitego powrotu do normalnego trybu życia ... może więc skakać, jeździć na rowerze, biegać do woli, chodzić na basen .... i stwierdzam, ze moje dziecko odżyło:) .... ba chyba próbuje wywalić z siebie całą energię, którą skumulował przez ostatnie 2 miesiące:). Fajne jest to, że odkąd może już wszystko robić to stał się mniej marudny, nie słychać co chwilę, że się nudzi.

Ponadto Olek "uwielbia" ostatnio chodzić do przedszkola (tak bardzo, że w sekund kilka zdrowieje) i czyta. czyta wszystko - napisy na reklamach, tablice informacyjne, gazety, książki, wszystkie informacje zawarte na różnego rodzaju etykietach itd ..... strasznie raduje to moje serducho, bo sami uwielbiamy czytać książki. Olek tak bardzo pokochał czytanie (oby mu się tylko nie odwidziało), że gdy zajączek przyniósł mu serię "Poczytaj mi mamo" to az mu się oczy zaświeciły. Stara się też nauczyć pisać, wprawdzie jeszcze mocno koślawe mu te literki wychodzą, ale da się rozczytać:) .... jestem z Niego bardzo dumna, bo tak naprawdę sam się tego nauczył.... bo my nie naciskaliśmy, nie sadzaliśmy na siłę i kazaliśmy się uczyć .....

W ogóle to Olek to taki mały mądraliński:), zaskakuje bardzo trafionymi spostrzeżeniami i śmiesznymi powiedzonkami .... oczywiście "gówniany" temat jeszcze nas do końca ie opuścił, ale jest już troszkę lepiej w sensie częstotliwości wypowiadania "gównianych" słów:).

Są, a właściwie były też i chwile kiedy mamine serce prawie, że stawało ze strachu. któregoś dnia wróciliśmy z przedszkola. Lilka wymagała przebrania, a Olek chciał zostać na podwórku. Zgodziłam się pod warunkiem, że będzie się huśtał. Jeszcze nie zdążyłam przebrać Lili kiedy przyjechała Teściowa, weszła do domu i pyta się gdzie Olek bo zabiera go do siebie na popołudnie. Mówię, że na podwórku, mama, że go tam nie ma. Wylatuję z domu, Olka na podwórku nie ma .... robi mi się zimno. Drę się "Olek, Olek" - cisza. Drę się jeszcze głośniej, po czym zza domu za płotem (dom Przemka cioci) wychodzi kuzyn i mówi, że Olek przyszedł do nich i bawi się z Anią (swoją kuzynką). Kazanie było długie i lekko wstrząsające ... i takie miało być, bo jak zdążyłam już zauważyć tylko słowa (nie poparte przykładem) na Olka nie działają.

Kilka dni później Olek poszedł do kolegi. Pod wieczór pojechałam po niego, a że miałam chwilkę to zaczęłyśmy rozmawiać z kolegi mamą. W pewnym momencie chłopcy chcieli pójść na dwór. Dostali zgodę, pod warunkiem, że będzie ich widać przez okno. Straciliśmy ich z oczu tylko na chwilę, kiedy to poszłyśmy zakładać buty, żeby wyjść na dwór .... ich już nie było. Krzyczymy raz, drugi .... cisza .... patrzę na teren dookoła - jakaś rzeczka, głęboki dół po jakiejś wykopalinie .... jakieś trzciny. Nogi mi się ugięły. Zaczęłyśmy biegać i ich szukać, jednocześnie wykrzykując imiona chłopaków .... nie wiem czy to był 3, czy 5 minut .... ale to były najgorsze minuty w moim życiu. W pewnym momencie mama kolegi poleciała za stodołę, a Ci bawią się tam w najlepsze .... 5 metrów od nas wrzeszczących. Było i kazanie i kara .... kazanie takie, że Olek do dziś idąc gdziekolwiek przychodzi i pyta, informuje .... powiedziałam tylko "Syneczku mamusia bała się, ze nie żyjesz" ... to wystarczyło i to chyba było to co do niego przemówiło ... ja wiem, ze może przesadzone te moje reakcje, ale kiedy wrzeszczysz za dzieckiem, a tu cisza .... a widzisz co jest naokoło to niestety jasne myśli do głowy nie przychodzą. Mam nadzieję, że Olek oszczędzi nam już takich rewelacji:).

To takie mniej fajne zdarzenia, ale poza tym Olek to nasza wielka radość - przylepa straszna i wrażliwiec...  Lili to Jego zupełne przeciwieństwo - kawał zadziora:).... wiadomo Olko też nie aniołek, ale aż się boję co z naszej córy wyrośnie:).

Wygląd to to ma aniołka, wiecie loczki, słodka buźka ... ale wystarczy popatrzeć na tego diabełka w oczach:). Ukochane zabawki to te Olka zabawki - śrubokręt, auta ..... wózek dla lalek - Mama no co Ty to dla dziewczynek .... ew. mogę tam bałagan zrobić:). Co robi Olek to robi Lili .... jeśli Olek nie chce pozwolić Lilka staje, zakłada ręce pod boki i zaczyna się po swojemu kłócić:). Pojawiają się też i nowe słowa: husiać - huśtać, hophop - skakanie na trampolinie, amam - wiadomo co .... i kilka innych (ale matce z głowy wyleciały:)).

Maluszek nasz wspina się już wszędzie, nie ma dla niej za wysokiego łózka czy szafki .... a chwila ciszy świadczy o tym, że na pewno gdzieś już wlazła:) ....już nawet serce przestało mi drżeć i wiem, że jedyne co można zrobić jak się wejdzie do pokoju to spokojnie podejść i ściągnąć ... bo gdy kiedyś zareagowałam "Jezu Lili gdzieś Ty wlazła" to ta się zaczęła wygłupiać i tak jej to dobrze szło, że spadła z szafki zanim matka dojść do niej zdążyła:).

Przypadek Lilikowy z dni ostatnich: dzień piękny więc spędzamy go na zewnątrz, chłonąc słonko i witaminę D. Lilka biega po całym podwórku, ja się zagadałam z babcią. Nagle taka jakaś cisza się zrobiła, patrzę - Lili pod szopką przy wiaderku z popiołem coś do dzioba włada. "Lili nie jedz popiołu" mówię, idąc w jej stronę. Patrze, a Lili coś z rączki wypada, jakby kawałek jakiegoś jedzenia. ... patrze do drugiej ręki, a tam twarda kromka chleba wyjęta kotom z jedzenia .... smacznego Córeczko:)..... popłakałam się ze śmiechu, no i chyba powinnam być dumna z zaradności własnego dziecka:).

Święta minęły nam szybko, jak zwykle za szybko ... choć to w sumie takie krótkie święta są. Było smacznie, względnie zdrowo:) .... i kolorowo. Dzieciaki cieszyły się Zającem, a ja z Przemkiem ich beztroską. W lany poniedziałek pomoczyliśmy trochę Olka, a on nas ... było wesoło:)... tylko ja jakoś po Świętach długo nie mogłam odbić ... w sensie wrócić do swojego rytmu, bo się człowiek przez 2 dni rozleniwił:).

Dziś kończy się kolejny długi weekend .... jak widać notka już się troszkę pisze. Olek na podwórku z tatą, Lili śpi ... ja podszykowałam obiad i mam chwilkę na pisanie:).

Długi weekend mija szybko, ale miło. Wczoraj odwiedziliśmy mojego Kuzyna z przyszłą, jak się w końcu okazało, Żoną:) .... oj poszalejemy w przyszłym roku .... w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Chrześnica mojego Przemka się zaręczyła (gratulacje raz jeszcze Kwiatuszku) więc i za dwa lata weselicho się szykuje:) .... a dziś mój przyjaciel odwiózł żonę na porodówkę i zostawili Ja na obserwacji. Skurcze ma co 3-4 minuty .... i jak to lekarz powiedział albo urodzi, albo za 2-3 dni ją wypuszczą do domu.Dla Niej lepiej chyba byłoby urodzić niż męczyć się z bólami krzyżowymi ... bo takowe ma niestety. Trzymam kciuki,żeby mała Juleńka pojawiła się na świecie jak najszybciej:).

Dziś może pojedziemy z dzieciakami na namysłowskie błonia, bo jest tam piknik rodzinny .... jak na razie pogoda dość ładna, oby się utrzymała:) ....

Dobra kończyć jednak będę, bo widzę, że jakiś samochód nam pod dom podjechał ..... kończę wiec i notkę i postaram się znów częściej pisać ... jeśli się uda:)

 

Kocham Was Oleńku i Lili:)

12:22, jolantaszyndlarewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 kwietnia 2014
Nudy:)

Nic nowego się u nas jakoś ostatnio nie dzieje:). Olek chwilami do rany przyłóż, chwilami gangrena pewna jak zawsze:)... Lilka ma już dwa kucory, które wyglądają jak pędzelki, coraz więcej mówi, wspina się na wszystko na co tylko da radę wejść za pomocą swoich krótkich nóżek i rączek:). Jej hitem jest "cieść" wypowiadane do każdej osoby, którą widzi (połączone z podaniem raczki), ale i siajać / siedzić (to wymiennie (oczywiście siadać, usiądź znaczy), ciapa (czapka), butam (buty) .....

Dostałam ostatnio propozycję pracy - jak dla mnie praca wymarzona bo w kuchni (czyli coś co kocham) ... niestety musiałam odmówić, bo Lilka za mała, nie mam ją komu zostawić do opieki ... a ponadto niestety (mimo tego,że fajnie, bo w kuchni) to byłaby to praca, która zabierałaby całą masę czasu ... przynajmniej na pewno w sezonie weselno - komunijnym ... a na pracę 5 dni w tygodniu + nadgodziny w czwartki, piątki i pracujące weekendy dodatkowo to raczej obecnie nie mogłabym sobie pozwolić .... ale może za jakiś czas:) ....

Ostatnio Olko poprawił się nam w kwestii ubierania do przedszkola. Już nie marudzi i nie jęczy jak kiedyś każdego praktycznie dnia. Ubiera się (nawet skarpetki bez zająknięcia). Ostatnio wychodzę do łazienki i mówię "Oluś mama idzie do łazienki, jak wrócę chciałabym żebyś ubrał już majtusie i skarpetki".  Przychodzę, patrzę a Olek już ubiera drugą koszulkę. "Brawo synku" - mówię. "Wiesz mamusiu, ja Cię jeszcze nie raz wżyciu zaskoczę":) ... oby zawsze pozytywnie synku:).

 

Kocham Was - mama:)

21:25, jolantaszyndlarewicz
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 marca 2014
Weekend i po weekendzie

Stanowczo za szybko jak dla mnie ten weekend zleciał, a bardzo był przyjemny .... nawet mimo niekiedy niezbyt fajnego zachowania Olka, który nadal próbuje wszystko krzykiem brać:) .... sobotę spędziliśmy na dworze, wygrzewając się na słonku i chłonąc witaminę D .... nawet mi się dziób opalił:). Lilka bez czapki latała i cieszyła się jak szalona:). Wróciła do domu umorusana piaskiem (oczywiście w okolicach ust też, bo przecież trzeba trochę zjeść), z rozwianym włosem, ale szczęśliwa jak nie powiem co:). Olek wczoraj akurat stacjonował u babci, ale dziś rano wrócił:). Pojechaliśmy całą czwórką na mszę za naszego dziadka Jasia. Olek oczywiście już na samym początku spowodował, że Pani z przodu obróciła się z morderczym spojrzeniem:) .... a cóż zrobił? Ano zapytał "Mamo, a będę mógł pograć na komputerze?. "Olek w kościele jesteśmy teraz, uspokój się proszę." - mówię ... na co moje dziecię (głośniej niż wcześniej) "ale przecież ja w domu chcę grać, co nie." Cóż ja poradzę na to, że niektóre panie zapomniały jak to jest posiadać dziecko:). Lilce nowy Kościół bardzo się spodobał, zwłaszcza to, że ławki od spodu nie są zabudowane i można pod nimi przechodzić .... tak więc często musiałam ją za sukienkę wręcz wyciągać, coby babciom się pod nogami nie pałętała:). Biegała wokół ławek, śmiała się .... a na końcu obczaiła, że jak pójdzie na sam początek to może sobie tam chodzić pod ławkami, bo nikogo tam nie ma i dziecka już nie było:). Pod kościołem pewien starszy Pan poczuł się jak król szos i gdyby nie mój refleks i szybka zmiana biegu na wsteczny to pięknie rozwaliłby nam cały przód auta ... a później do domku, szykować obiad itd:) ..... ale było dziś coś jeszcze co nas bardzo, ale to bardzo rozbawiło:). Stoję dziś pośrodku pokoju, jakaś taka zmizerowana .... Lila bawi się obok. Do pokoju wchodzi Przemek, podchodzi do mnie i przytula.... nagle Lilka w ryk. Przemek mnie puszcza - Lilka cisza - Przemek mnie przytula - Lilka w ryk:). Wołam Olka - Olek mnie przytula - Lilka nie reaguje .... zazdrość jaka czy co?:).

Przyznam się, że chwilami Lilkowy lęk seperacyjny daje popalić. Wszystko trzeba robić z nią na rękach ..... a kąpać się muszę niestety przy otwartych drzwiach, bo nigdy nie wiadomo kiedy dziecię przypomni sobie o mamie i zacznie płakać:).... ale wiecie co .. potrafi to być męczące, ale z drugiej strony niesamowite uczucie - bo widać jak bardzo ta mama potrzebna jest swojemu dziecku:).... no i piękny to widok kiedy stoisz pod tym prysznicem, a tu wpada zapłakana buźka i na Twój widok rozpływa się w uśmiechu:)

 

Kocham Was moje Małpiszonki dwa:) .... Ciebie Pawianie też:)

20:13, jolantaszyndlarewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 marca 2014
Niedziela z Olusiem:)

Dziś spędziłam z Olusiem przecudowny dzień - taki dzień tylko dla nas .... chyba był nam bardzo potrzebny, bo widziałam jak ucieszył Olka fakt, że ma mamę tylko dla siebie:).... a i ja bardzo cieszyłam się tymi chwilami we dwoje. To bycie we dwoje wypadło tak przypadkowo, bo Przemcio się rozchorował i został z Lili w domu ... a my wsiedliśmy w auto i kierunek Wrocław ... kochany Wrocław, odprężający Wrocław .... Już sama droga była bardzo przyjemna, rozmawialiśmy sobie... Olek opowiadał o przedszkolu, a kolegach, czytał mijane po drogach reklamy .... coraz sprawniej mu to czytanie idzie:).... ciągle też pytał co to za niespodziankę mama wynalazła... buzia mu się nie zamykała:).

Na początku wylądowaliśmy w Kinie na "Skubanych". Przezabawna bajka o indykach. Olek śmiał się w głos, a i dorośli parskali śmiechem:). Po kinie i obowiązkowej przejażdżce ruchomymi schodami pojechaliśmy na wrocławski Rynek na niespodziankę, którą wymyśliła mama - do "Słodkiego Czary-Mary" (klik). "Słodkie Czary - Mary" to miejsce gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna magia .... to miejsce gdzie każdy (bez względu na to czy jest rozkrzyczanym 5-latkiem, czy statecznym dziadkiem" poczuje się jak dziecko... i to takie najszczęśliwsze:). To miejsce bardzo kolorowe, bardzo smaczne i naszpikowane pozytywną energią:). W miejscu tym 3 śliczne Panie samodzielnie (od początku do końca) wytwarzają cukierki i lizaki we wszystkich smakach i kolorach świata .... a to wszystko można zobaczyć na pokazach, a przy okazji i samemu zrobić sobie lizaka:). Oczywiście Oluś też swojego zrobił .... i wiecie co jak się okazało zrobił go dla mnie .... mam więc swojego wielkiego lizaka w kształcie kwiatuszka o smaku mango:) ..... Dziękuję Syneczku:).

Po godzinie spędzonej w słodkiej krainie pospacerowaliśmy jeszcze troszkę po Rynku, a później pojechaliśmy do naszych Przyjaciół, gdzie mama miło gawędziła, a Olek bawił się z Lenką:) .... jak się okazało podczas tego pobytu zostaliśmy babciami i dziadkami aż trzynaściorga wnucząt:).... z czego najstarsze miało już 13 lat:). Było wesoło i bardzo, bardzo miło - jak to zwykle u naszych Łazików:).

Później wróciliśmy do domu naładowani pozytywną energią i pełni miłych wrażeń:)... a w domu czekała na nas stęskniona Lilijka i Tatko:).

Oto kilka zdjęć z naszej niedzielnej wyprawy:

Olek i wrocławskie krasnale

          Olek

 

Zwijanie lizaka

         Olek

 

Wtykamy patyka:)

 

        Olek

 

Formujemy kwiatka

       Olek

 

 Wygładzanie nierówności:)

     Olek

 

   Polerowanie:)

    Olek

 

    Olek

 

Olek i Jego dzieło:)

       Olek

 

Olek wśród słodkości:)

      Olek

 

Dla równowagi domowe zdjęcia dzieciaczków:)

 

   Piankowe ubranie Lili:)

      Lili

 

Lili:)

      Lili

 

      LIli

 

Olek z Wujciem na motorze:) .... ależ była radocha:)

     Olek i Wujo:)

 

Kocham Was Moje Skarby:)

 

10:13, jolantaszyndlarewicz
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 marca 2014
wieści z frontu:)

Stwierdzam, że jestem niezorganizowana. Gdy patrze na Hanulkę, która ma trójeczkę w domu i regularnie pisze na blogu to mi wstyd …. bo ja tylko sobie obiecuję:). Obiecuję sobie każdego dnia, że dziś napisze … po czym wieczorem zasypiam lub zwyczajnie coś innego trzeba zrobić. Dziś Przemcio w pracy (jakieś tam prace w serwerowni robią), więc ja z naszą dwójeczką sama w domu. Ogarnęłam już Liliankę (śpi), Olek leży w łóżku i słucha bajek z płyty … może zaraz uśnie:)... a mi może uda się nadrobić zaległości. Nie będę się rozpisywać nadmiernie, choć widzę, że dziś słowotok mam … bo jeszcze prasowanie mnie czeka:)... ale dla potomności opisać trzeba co się przez ostatni miesiąc działo:). Zacznę może od Lilkowych urodzin, które były bardzo przyjemne. Lilka z początku nie do końca zorientowana o co chodzi, bo nagle wciskają Ją w elegancką sukienkę, rajstopki, wloką na przód kościoła … ale szybko wpadła w swój rytm – czyli gadanie, uśmiechy i latanie po kościele:).

 

               Oluś i Lili

Oczywiście „starsze panie” z tyłu zgrzytały zębami … ale w nosie to mam. Uważam, ze dziecko ma do tego prawo. Ksiądz udzielił Lili błogosławieństwa i pomodlił się ładnie za jej zdrowie, a później poszliśmy do domu na poczęstunek. Kurczę, ale mi dobry tort wyszedł:) … chyba najlepszy z dotąd upieczonych. Oprócz tego mama miała pole do popisu i wypróbowała nowe przepisy na ciasta:). Lilianka i Olek byli przeszczęśliwi, bo tyle cioć i wujków do bawienia się:). Atmosfera była miła, a ja (dzięki temu, że zrozumiałam, że jak nie podam obiadu tylko sałatki, wędliny, sery itp. to się świat nie zawali) mogłam się nacieszyć tym szczególnym dniem w życiu naszej Córci.

 

            Lili

Po całej imprezie kiedy to dzieciaki wskoczyły już w luźniejsze domowe stroje mieliśmy z Lilki ubaw … stanęła przy szafie, po czym spłynęła po niej i leżała tak chyba z pół godziny …. widać, ze wypompowała ją ta imprezka:).

 

           Lili

 

Późnym wieczorem zadzwonił do nas Pan Dr i powiedział nam, ze Olkowa operacja przeniesiona jest z środy (12 luty) na poniedziałek …. tak więc szybkie przesuwanie urlopu przez Przemka, szykowanie wyników itp. …. Dziś widzę, że może to i lepiej, że nam tą operację przenieśli, bo tak to przez te 2 dni bym rozmyślała i się nakręcała … a tak to pojechaliśmy w mniejszym jednak jakoś stresie. Stres wielki jednak pojawił się już w momencie kiedy weszliśmy do kliniki. Chyba z godzinę czekaliśmy jeszcze na operację …. i przyznam się, że niby tak bezstresowo dla dziecka miało to być … a nie do końca było. Owszem fajne było to, że dziecko jest usypiane gazem, a dopiero później zakłada mu się wenflon, robi znieczulenie …. ale sam moment kiedy Olka zabrali i usypiali wspominam strasznie. Pan Dr anastezjolog przyszedł, kazał Olka rozebrać do majteczek i koszulki, po czym wziął go na ręce i zaniósł na salę operacyjną. Kiedy położył o na stole usłyszałam wrzask własnego dziecka „mamo”, po czym szybko założyli mu maseczkę … a on pod nią krzyczał …. może i niedługo, ale dla mnie trwało to wieczność i gdyby nie mój Przemek, który mnie trzymał to bym chyba tam pobiegła. Po całej operacji lekarz znów go przyniósł i wówczas poleciały mi łzy …. bo zobaczyłam to moje chudzieńkie dzieciątko takie nieprzytomne, przelewające się przez ręce... oczy miał półotwarte, strasznie chrapał. Nie był to miły widok, podobnie jak sam moment wybudzania. Lekarz powiedział nam, że dzieciaki albo budzą się spokojnie, albo są bardzo agresywne (przy czym jak się później dowiedzieliśmy to jak dziecko zasypia krzycząc to i tak samo się obudzi). Nasz Olek budził się wrzeszcząc, płacząc, rzucał się po łóżku. Nie mogliśmy go utrzymać, w końcu Przemek wziął go na ręce, a wówczas Olek zaczął go bić pięścią gdzie popadnie …. po jakichś 15 minutach takiej szarpaniny zaczęła mu wracać świadomość, obudził się do końca i zaczął powoli uspokajać. W drodze powrotnej do domu jednak okazało się, że bardzo dobrze pamięta moment usypiania, kiedy to krzyczał i nikt nawet nie potrzymał mu rączki. Ja wiem, że dla lekarzy to codzienność, ale to małe dziecko …. ja rozumiem, że nie chcecie wpuszczać rodziców na salę operacyjną, ale niech ta pani pielęgniarka czy lekarz podadzą mu rękę, pogładzą po policzku. Nie wspominam tego dobrze .... i mam nadzieję, że z tematem przepukliny będziemy mieć spokój. To był taki mniej miły wspominek z naszego życia … ale już jesteśmy na prostej … i jeszcze tylko przez miesiąc Olek musi uważać i nie skakać, za bardzo nie szaleć, nie dźwigać itp. Poza operacją to życie płynie spokojnie i miło …. Dzieciaki rosną i są zdrowe, Lili zaliczyła kolejną szczepionkę … przy czym usłyszeliśmy od Pani dr, ze jest za duża i ma za mało zębów … no cóż nie znam sposobu, żeby jej tę ilość zwiększyć … chociaż od wielu już dni wychodzą jej górne 2 i nie chcą wyjść. Cierpi przez to troszkę nasz maluszek …. ale jak to ostatnio Olek powiedział „mamusiu nikt nie powiedział, że będzie łatwo”:). Olek po feriach wrócił do przedszkola i ma się w nim dobrze. Panie z przedszkola chwalą, że mądry …. miło słyszeć takie rzeczy. Przyznam szczerze, że Olek bardzo się wyrobił przez te pół roku w starszakach. Ku uciesze mamy polubił malowanie, ładnie rysuje, pisze już pierwsze cyfry i zaczyna całkiem ładnie czytać …. ostatnio wchodzę sprawdzić czy śpi, a ten leży i czyta „Hanię Humorek” . Jest też niestety i mały problem z nim …. bo nie wiem czy to kolejny bunt, czy próba kroku w dorosłość … bo trochę niedobre nam się dziecko zrobiło. Kiedy tylko na coś mu się nie pozwoli, albo coś idzie nie po jego myśli zaczyna krzyczeć, albo płakać (bardzo rozdzierająco i bez żadnej łzy) …. ciągle słyszę” nie lubię Cię, jesteś okropna” …. a za chwilę przylatuje i przeprasza. Wiem, ze próbuje w ten sposób zobaczyć na ile może sobie pozwolić i czy damy sobą rządzić … jednak trafił na mocnego i upartego zawodnika, bo ja jak raz powiem nie to zdania nie zmieniam:). Lilka za to to taki mały diabełek, ale uroczy …. jest bardzo radosna, do każdego się przytuli …. choć ostatnio ma fazę „mama, mama” i jak tylko mama zniknie z oczu to jest wrzask i szukanie mamy. Dzięki tej fazie codziennie rano kiedy tylko Olek zaczyna ubieranie do przedszkola Lili już biegnie ze swoimi butami, za chwilę przynosi kurtkę i czeka, aż w trójkę odprowadzimy Olka do przedszkola. Troszkę trudna ta faza, bo ciężko robić cokolwiek jak mała mysz chce ciągle na rękach siedzieć i w mamę się wtulać …. ale z drugiej strony rozczulające jest to, że tak małe stworzenie ufa Ci w 100% i bezwarunkowo … jest jednak jeden sposób na to,żeby Lili od mamy się odkleiła – wystarczy ją puścić a podwórko, żeby sobie pochodziła. Dziecka nie ma, biega po całym podwórku. Z początku ciężko jej było utrzymać poziom i co chwilę się wywracała na dość nierównym terenie …. teraz nauczyła się już łapać równowagę i szaleje, aż miło:). Zaczyna nam też coraz więcej mówić, stara się powtarzać wyrazy od nas zasłyszane i niekiedy ładnie jej to wychodzi. „Cieść” i papa to jej popisowe ostatnio numery …. a jak się cieszy jak wzbudza zachwyt, że taka mala a już cześć mówi:). … a co u mnie … a włosy ścięłam na króciutko. Ściągnęłam czarny kolor i powoli wracam do blondu … jak na razie mam miodowy odcień, ale jeszcze z 2-3 wizyty i będę miała taki jak chcę:). W nowej fryzurze czuję się 10 lat młodziej i ładniej:) …. a jaki Połóweczek zachwycony:). Nic to znikam, prasowanie czeka ….

 

                  Moja:)

 

Dopisek z dziś: zapomniałam wspomnieć o Lilkowej manii ubierania:). Lilka bardzo lubi wyciągać pranie z "brudnego" kosza ... kiedy tylko znajdzie tam sweter od razu biegnie, wyciąga ręce i każe sobie ubierać ... a spróbuj nie ubrać - to krzyk:). Bardzo też lubi ubierać się w pianki (tak, tak, te które układa się na podłodze). Wyciąga z pianki cyfrę 0, po czym zakłada ją sobie. Ta zatrzymuje się jejj w okolicy brzuszka i tak sobie z nią chodzi:) .... podobnie rzecz ma się z foremką na tartę z wyciąganym dnem:) .... wszystko jest dobre, żeby zrobić sobie oryginalną spódniczkę. Jeśli tylko kiedyś uda mi się cyknąć focię to wstawię ku pamięci ... bo widok jest boski:)

.. a ja poprasować wczoraj nie poprasowałam, ale za to zaczęłam czytać "50  twarzy Grey". Ciekawe czy i mnie wciągnie ta książka:)?

 

Dopisek z dziś nr 2: miałam o tym napisać wczoraj, ale tak dużo latało mi po głowie, że umknęło. Przeczytałam ostatnio piękną książkę .... ba chyba najlepszą z dotąd przeczytanych. Książka smutna, spłakałam się przy niej strasznie, przypomniała wiele nieprzyjemnych momentów sprzed ponad dwóch już lat .... ale wierzcie mi ta książka pozwoliła jeszcze bardziej docenić mi moje życie i to co mam. Sprawiła, że kiedy skończyłam ją w nocy czytać poleciałam do łózka Olka wtulić sie w jego cieple ciałko ..... "Zorkownia"  Agnieszki Kalugi (klik). Polecam.

 

Kocham Was Skarby moje:)

21:20, jolantaszyndlarewicz
Link Komentarze (2) »
środa, 19 lutego 2014
Przytulakowie

Dziś tak nietypowo będzie, ale muszę wam opowiedzieć o nowym członkach naszej rodziny - Przytulakach - pomarańczowym Olku i śliwkowej Lili:)... przytulakach, które zawojowały serca naszych dzieciaków i moje .... choć jak nikt nie widzi to i Przemcio na nich głowę położy i się przytuli:). Przytulakowie (klik) to maskotko - podusie, które przypadkowo zobaczyłam w grudniu na jednym z blogów, które regularnie odwiedzam .... i przepadłam. Jako, że prezenty były już wówczas kupione postanowiliśmy zaczekać i Przytulaków kupić przy najbliższej okazji. Lili dostała swoją Lilę na urodzinki, a Olek, aby operacja łatwiej znośna była .... od tej pory Przytulakowie chodzą z nimi wszędzie:) .... a mi się serducho raduje, że prezent trafiony:).

Przytulakowie to przemiłe w dotyku stworki, które mi osobiście przypominają hipcia:) .... wymyśliła je grupa pozytywnie zakręconych ludzi ... nie może byc inaczej - wystarczy popatrzeć na ich dzieła:). Każdy z Przytulaków jest uszyty ręcznie (handmade) z miękkiej mikrofibry, nie ma tam niedoszytych czy krzywo uszytych elementów ... widać, że Ktoś naprawdę się starał szyjąc te cudeńka dla moich dzieciaków:). Bardzo spodobało mi się też to, ze każda maskotka jest zapakowana w cylofan i przewiązana wstążeczką ... za to tez wielki plus:).

.... a dlaczego o tym piszę? Bo warto chwalić takie projekty czy firmy:). Bo może któraś z Was moje blogowe przyjaciółki zechce sprawić przyjemność swojemu dziecku:).

 

Tutaj kilka zdjęć pomarańczowego Olka i śliwkowej  Lili:)

 

          Przytulak

 

Lili

        Przytulakowa Lili

 

Kiedy po operacji Olek musiał przez 4 dni leżeć przytulak świetnie sprawdzał się jako podusia:)

 

        Oluś

 

        Oluś

 

       Oluś

 

Lilkowe szaleństwa poranne:)

      Lili

 

3 ulubione maskotki Olka:)

     Maskotki

 

...a mi marzy się Kazio albo Adaś:) .... Mężu mam nadzieję, że to przeczytasz:).

12:12, jolantaszyndlarewicz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22